Miało być o podróżach, a pewnie będzie o wszystkim. Spróbujmy się trzymać głównego tematu.
O co chodzi? Ano głównie o to, żeby się znaleźć gdzie indziej, niż tam, gdzie się jest zakotwiczonym.
I już tu sprawa nam się rozpada na mnóstwo kwestii:
Dlaczego?
Po co?
Dokąd?
Dlaczego tam?
Jak daleko zaczyna się "tam" i kiedy to jest bliżej? Itd...
I tak pytania stają się coraz dłuższe...
Dalej w odpowiedzi mają się posypać banały, tautologie i frazesy. No i po co?
No właśnie. Dlaczego ja właściwie ruszam ten temat? Ostatnio pojawiło się życiu mnóstwo bodźców związanych z podróżami. Wysypały się zwora prosto na mnie. Począwszy od własnych ciągot dużych i małych, przez ludzi, których w czasie mniejszych i większych wypadów spotkałam, dalej ich wyprawy większe i mniejsze, opowieści o wyprawach mniejszych i większych, filmy, książki, zdjęcia, mapy i przewodniki...
I jakiś z tego wszystkiego wyłania się obraz?
Ano taki, że chciałabym, żeby po zwykłych polskich dziurach podróżowało się z tymi samymi emocjami (to akurat mam), z tą samą otwartością na piękno i metafizykę, z tą samą ciekawością, spotykało się tak samo otwartych i ciekawych ludzi, co w najdalszych krańcach świata.
Czy tak się da?
Czy to tylko kwestia odwagi, żeby z zapałem zdobywcy pojechać do Pułtuska? Jak obco trzeba wyglądać, żeby gospodyni z Sokolników poczęstowała ciastem i zsiadłym mlekiem? Albo tortem z urodzin córki? Chyba niezbyt obco, skoro i tak bywa. I nie trzeba wcale przemycić się ze stadem Macedończyków na żeby od miłej pani gospodyni dostać piętkę swojskiego chleba.
Więc o co mi chodzi??
Ano o to, by zebrać się w sobie i ruszyć!
czwartek, 26 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz